wtorek, 21 maja 2013

Rozdział 1.

Siedziałam na walizkach przed moim – teraz już byłym – mieszkaniem, z rękami splecionymi na piersiach, zastanawiając się, co, do cholery, się dzieje. Jak mogłam pozwolić osobie, której praktycznie nie znałam tak bardzo ingerować we własne życie? Nigdy taka nie byłam, kurwa mać. Przez ostatnie cztery lata radziłam sobie. Lepiej, gorzej, czasami kompletnie beznadziejnie, ale jednak.
Mimo poczucia kompletnej beznadziei, strachu przed rozpoczęciem zupełnie nowego życia w obcym mieście, trochę jednak się cieszyłam. Musiałam stąd uciekać, bo sytuacja powoli zaczęła wymykać się spod kontroli. A ja… no cóż, ja byłam w samym jej centrum. Jak zwykle zresztą. Przyciągałam same kłopoty. Zawsze.
Z niecierpliwością wyglądałam dużej, czarnej terenówki, wystukując nerwowo stopą rytm. Widać na obrazie idealnego wybawiciela zaczęły pojawiać się pierwsze rysy, co stwierdziłam z ogromną satysfakcją. Do najbardziej punktualnych niestety nie należał.
Poczułam wibracje telefonu w kieszeni skórzanej kurtki. Z dużym trudem wyplątałam aparat ze zwojów satynowej podszewki i rzuciłam okiem na wyświetlacz. Nawet nie otwierając wiadomości, wybrałam opcję „Kasuj”. Temu panu już podziękujemy.
Z zamyślenia wyrwał mnie warkot silnika. Podniosłam wzrok i ujrzałam ten niechętnie wyczekiwany samochód. Kierowca patrzył na mnie z lekkim uśmiechem, ale nie zamierzałam dawać mu tej satysfakcji i odwróciłam wzrok, nadal nie ruszając się z miejsca. Po chwili auto zaparkowało na podjeździe, trzasnęły drzwiczki, a przede mną wyrósł jego właściciel.
- Cześć, Jade. – przywitał mnie wysoki, szpakowaty mężczyzna, a kiedy burknęłam tylko coś w odpowiedzi, dodał – Wstań, zabiorę walizki.
- Jasne – mruknęłam, niechętnie usuwając się z miejsca.
Oparłam się o maskę samochodu, podczas gdy Paul… to znaczy mój kochany tatuś załadowywał walizki do bagażnika. Bezwiednie śledziłam jego ruchy i ciągle zastanawiałam się jak, do ciężkiej cholery, do tego wszystkiego doszło. Jak mnie odnalazł po dziewiętnastu latach kompletnego braku zainteresowania. I właśnie w tym momencie. Wtedy, kiedy zaczynałam wpadać w naprawdę poważne kłopoty.
Któregoś dnia, kiedy po wyjątkowo ciężkiej imprezie ledwo zwlokłam się z łóżka i zmierzałam do kuchni po sok z ogórków czy cokolwiek innego, usłyszałam dzwonek do drzwi. Na początku starałam się to zignorować, chociaż z takim bólem głowy, jaki wtedy mnie naszedł, było naprawdę ciężko. I wyobraźcie sobie moją minę, kiedy otworzyłam drzwi, gotowa do wymierzenia przybyszowi prawego sierpowego i ujrzałam w nich kogoś, kogo do tej pory spotykałam tylko na nielicznych zdjęciach. Paul również nie wyglądał na zachwyconego widząc mnie zupełnie skacowaną, w przydużej koszulce mojego chłopaka. Mojego ówczesnego chłopaka.
- Em… Jade? – zapytał niepewnie, a mnie po tym częściowo wrócił jakikolwiek ogląd sytuacji.
- Tak – odparłam krótko, opierając się o drzwi i tym samym wyraźnie dając znać, że nie mam ochoty go wpuścić – Słucham?
- Przyjechałem po ciebie – odparł po prostu, a mnie dosłownie zatkało.
Patrzyłam na niego przez chwilę z szeroko otwartymi ustami, a w końcu wydukałam:
-Chyba jaja sobie robisz.
Paul w odpowiedzi tylko uśmiechnął się pod nosem, po czym odparł:
- Najzupełniej nie.
Wykorzystał moje chwilowe oszołomienie i przecisnął się obok, wchodząc do środka. Widziałam, jak rozgląda się po zabałaganionym korytarzu i ostrożnie wchodzi do kuchni, starając się omijać porozrzucane ciuchy. Niepewnie ruszyłam za nim, nadal nie wierząc, że to wszystko dzieje się naprawdę. Kiedy stanęłam w drzwiach kuchni, ujrzałam mojego ojca, jak w dwóch palcach unosi brudną ścierkę i z grymasem obrzydzenia odrzuca ją w drugi kąt blatu. Po raz pierwszy od kilku minut to ja uśmiechnęłam się złośliwie.
- Dobra – odezwałam się, próbując odwrócić jego uwagę od nieistotnych szczegółów – Chcę wiedzieć, o co chodzi. Zjawiasz się tutaj, nie wiadomo skąd i dlaczego, oznajmiasz mi, że zabierasz mnie gdzieś i sądzisz, że tak po prostu się zgodzę?
- Nie masz za bardzo wyjścia – odparł spokojnie, opierając się o blat. – Twoja mama mnie o to prosiła.
Zmrużyłam oczy, nagle strasznie wkurwiona. Nie istniało inne słowo, które mogłoby opisać mój stan.
- Moja mama umarła cztery lata temu. Nie wyjeżdżaj mi tu z czymś takim.
Paul chrząknął, nagle wyraźnie zmieszany. Punkt dla mnie.
- Wiem, ale… byłem trochę zajęty przez ten czas. Poza tym… - wyprostował się nagle, patrząc na mnie dziwnie – Chyba nie masz wyjścia.
- Posłuchaj mnie – odparłam, zbliżając się do niego i dźgając palcem klatkę piersiową. Dzieliło nas tylko dwanaście centymetrów. No cóż, najwyraźniej wzrost odziedziczyłam po nim – Doskonale sobie przez ten czas radziłam, nie widzę powodu…
-Naprawdę? – uniósł brew, wymownie rozglądając się po pomieszczeniu – Jakoś nie widać. Poza tym wiem, że masz kłopoty i jeśli tu zostaniesz, to… znając twoich kumpli, możesz naprawdę źle skończyć.
- Skąd o tym wiesz? – moje oczy rozszerzyły się pod wpływem zaskoczenia. Tu mnie miał, jasny szlag.
- Mam swoje dojścia – odparł zwięźle – Posłuchaj, układ jest prosty – jedziesz ze mną, mam cię na oku, a ty jednocześnie dostajesz pracę, mieszkanie i szansę na rozpoczęcie nowego życia.
Przewróciłam oczami słysząc to ostatnie, patetyczne zdanie.
- Jaką pracę? Na zmywaku w jakimś barze? Przepraszam cię, ale mam to samo tutaj, bez twojej szanownej pomocy.
Myślałam, że wygrałam tę potyczkę, ale się myliłam.
- Nie, nie taką. Jestem menadżerem dość popularnego zespołu, One Direction. Nie wiem, czy o nim słyszałam.
- Nie za bardzo – mruknęłam, bawiąc się końcówkami długich, czarnych włosów. – A co?
- Potrzebuję pomocnicy. Coś w stylu przynieś, wynieś, odbierz, i tak dalej. Chłopcy mniej więcej są zorientowani, ale nie wiedzą, że jesteś moją… córką.
- Nie ma problemu, to nawet lepiej – powiedziałam szybko, nie chcąc pozostawić żadnych wątpliwości. Nie widziałam opcji, w której doszłoby do cudownego pojednania ojca z córką. Jednego nauczyłam się przez te cztery lata- nigdy nie dopuszczać do siebie nikogo zbyt blisko.
- Skoro tak wolisz – odparł, próbując ukryć rozczarowanie – To co? Piszesz się na to? W sumie nie masz innego wyjścia.
Tym ostatnim zdaniem mnie zirytował. Pewny siebie dupek. Co z tego, że to mój ojciec przy okazji, w ogóle tego nie czułam.
- Zawsze są inne wyjścia – wycedziłam – Ale… dobra, mogę spróbować. Pod jednym warunkiem – dopowiedziałam, chcąc zetrzeć mu ten uśmieszek z twarzy – Jeśli mi się nie spodoba, spadam stamtąd. Mam do tego prawo.
- Dobra. – odparł krótko, wyciągając w moją stronę wyciągniętą dłoń – Umowa stoi?
Po dłuższej chwili zastanowienia uścisnęłam ją niechętnie. Niech się dzieje, co chce, nie pierwszy raz paliłam za sobą mosty.

***

Siedziałam na przednim fotelu pasażera, z głową podpartą o pięść, uparcie wpatrując się w okno. Nie miałam najmniejszej ochoty z nim rozmawiać. Pogaduszki w stylu „Co się u ciebie działo przez ostatnie sto lat” nigdy mnie specjalnie nie obchodziły. Wiedziałam, że zerka na mnie co jakiś czas. Po chwili, zgodnie z moimi oczekiwaniami, odezwał się.
- Posłuchaj, Jade… - a kiedy nie otrzymał żadnej reakcji, kontynuował – Nie możesz pokazywać się w pracy w tym stroju.
Wiedziałam, o co mu chodzi. Specjalnie ubrałam się w swoje najbardziej spektakularne ciuchy. Żeby go wkurzyć. Miałam na sobie glany, kabaretki, krótkie postrzępione dżinsy, czarną bokserkę i kurtkę odkrywającą moje ramiona pokryte tatuażami. Uśmiechnęłam się pod nosem złośliwie, po czym spojrzałam na ojca niewinnym wzrokiem.
- To znaczy w jakim? Bo wiesz, ja się ubieram tak na co dzień.
Paul prychnął, zirytowany. Cel osiągnięty.
- Ale to będzie twoja praca. Po niej możesz chodzić tak, jak sobie uważasz. Ale w trakcie proszę cię, żebyś była ubrana w miarę elegancko. I żebyś zakryła te wszystkie tatuaże. Chyba, że naprawdę wolisz zostać tutaj i czekać, aż ktoś wpędzi cię w jeszcze większe kłopoty.
- Dobra, niech ci będzie. W sumie to tylko kilka godzin – westchnęłam, osuwając się na fotel, pokonana.
W sumie to nawet lepiej. Nie zamierzałam zdradzać cokolwiek tym chłopakom, cokolwiek o mojej przeszłości. A każdy tatuaż był z nią nierozerwalnie związany. Moim celem było odpracowywanie tych cholernych kilku godzin i wyjście. Nie zamierzałam z żadnym z nich zawierać bliższych kontaktów. To na pewno nie były charaktery, które lubiłam. Samo to, że siedzieli w jakimś boysbandzie – nie do przyjęcia.
- Są naprawdę w porządku, polubisz ich – powiedział Paul, jakby czytał w moich myślach.
- Na sto procent – odparłam ironicznie, z uwagą oglądając swoje polakierowane na granatowo paznokcie.
- Nie żartuję. Mamy tam kilku fanów tatuaży – uśmiechnął się pod nosem.
- Posłuchaj mnie – odezwałam się gwałtownie, odwracając głowę w jego stronę – Nie obchodzi mnie to. Nie zamierzam się z nimi zaprzyjaźniać. Nie wierzę w to. To tylko praca.
- Jak wolisz – powiedział, ucinając dyskusję. Wzruszyłam ramionami i wróciłam do oglądania krajobrazów za oknem.
Zapowiadał się zajebisty dzień, nie ma co.

16 komentarzy:

  1. EJ JA CHCĘ JUŻ PIERWSZE SPOTKANIE Z 1D! :D


    @hungryhoranxo

    OdpowiedzUsuń
  2. następny rozdział, kochanie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. woow, genialnie się zapowiada! chcę więcej, zdecydowanie więcej! x

    OdpowiedzUsuń
  4. CUDNE.*____* CHCĘ DALEJ.<33333

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialne.! *O*
    Musisz napisać drugi rozdział.! *-*

    OdpowiedzUsuń
  6. drugi rozdział już czeka :*

    OdpowiedzUsuń
  7. o Boże to jest cudowne kochanie. kiedy następny rozdział?

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kochana, wiesz że śledzę Twoją twórczość prawie od początku, że byłam czytelniczką wszystkich Twoich opowiadań i bez cienia wątpliwości mogę stwierdzić, że to jest zdecydowanie najlepsze! Jade jest pierwszą bohaterką, którą naprawdę lubię, która nie jest mimozą, tylko żywą i prawdziwą dziewczyną, posiadającą także wady. Nie zrobiłaś z niej plastikowej lali i chwała Ci za to :) Czekam na ciąg dalszy, i jeszcze dalszy, i wiesz na co :D Hot zawsze górą :P

    OdpowiedzUsuń
  10. zajebisteee zainteresowało mnie od początku :) miałaś dobry pomysł. czekam na następne rozdziały :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Jade ma wyjebane na wszystko, kocham ją, ale czuję, że wreszcie się złamie.
    Jej ojciec, moim zdaniem, to kompletny kretyn. Miał czelność pokazywać się po tylu latach i kazać jej się do niego wyprowadzić? No może załatwił jej pracę, ale nie powinien tak się zachowywać. Zero skruchy. ;/
    Mam nadzieję, że Jade przekona się do chłopców bo oni, tu się zgadzam z Paulem, są naprawdę fajni XD
    Bardzo podoba mi się twój styl pisania. Zaciekawiłaś mnie tym rozdziałem, dlatego twój blog ceremonialnie trafia do listy zakładek i jak tylko będę miała czas, przeczytam następne rozdziały : )
    Pozdrawiam @Ohhhmyniall

    OdpowiedzUsuń
  12. Dopiero zaczęłam czytać, ale już mi się podoba! Informuj mnie, proooszę @ilymyhoranx <33

    OdpowiedzUsuń
  13. To dopiero pierwsze opowiadanie, a już mnie zaintrygowało :D Zapowiada się ciekawie, czytam dalej <33
    LarryStylinson__69

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  15. Okeeej jestem! I z tego co widzę to opowiadanie jest zakończone więc nie muszę sie martwić że będę musiała czekać na kolejny rozdział! Jhuhu! To jest coś co Tygryski lubią najbardziej! :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja zaczynam czytać XD

    OdpowiedzUsuń